Bajka o zapominaniu

Byla mala i lubila.
Budzila sie z ociaganiem.
Przeciagala z usmiechem.
Leciala przez rece ubierana,
z wciaz jeszcze zamknietymi oczymi, by posnic jeszcze.
Piszczala podszczypywana przy podciaganiu rajstop,
ze szwami, co zawsze wchodzily.

Stawala dzielnie w obronie slabszych,
zaciskala czasem piastki tak mocno, jak i bezsilnie.
Zamyslala sie czasem, jak to bedzie,
jak bedzie juz duza i pojdzie juz do szkoly..?
Dobrze przeciez.

Jej przyjaznie byly jedyne i na cale zycie.
'Zawsze' i 'nigdy' miala w glowie.
Krokodyl Dundee byl super
Robin Hood tez, ale ten z ciemnymi wlosami
(gdy zobaczyla go blondynem - plakala dlugo potem jeszczew noc).

Nie sluchala sie.
Nie mazgaila tez.
Nie lubila pupilkow.
Bo to niespawiedliwe przeciez tak.
Wiedziala jednak, ze dostana ostatecznie nauczke,
bo dobro zawsze zwycieza na koncu.
Czasami przyspieszala 'nauczke', nie mogac doczekac sie konca
niesprawiedliwosci tej.

Szla pozno spac, sluchajac bajki o dzielnej dziewczynce,
albo o Kubusiu z malym rozumkiem i wielkim apetytem.
Ciemnosci sie bala, ale z mala lampka zapalona juz wcale nie.
Zasypiala lekko sie usmiechajac, w gotowosci jednak
-do rana miala stoczyc iles jeszcze walk z roznymi zbojami.
I choc ich nie znala wcale, to na pewno(!) byli grozni.
Dla innych.
Tych innych, co lubila.
Juz na zawsze.





samoha 2012-05-26 20:00:21 skomentuj (1)
?


Jak mozna przestac myslec o sobie?

Jak mozna nie myslec?

Jak mozna powiedziec duzo slow i zadnego?

Jak mozna nie powiedziec ani jednego jednoczesnie krzyczac?

Jak mozna wchodzic do srodka tylem?

Jak mozna wychodzic nie ruszajac sie z miejsca?


samoha 2012-05-16 22:37:06 skomentuj (0)
baj najt

Urywki rozmow:

- Stary, gdybym mial siano..

- Ale nie dajmy sie zlemu humorowi teraz, noc jeszcze dluga..

- Do ktorej jest otwarta Zabka?

- A to wbijaj do nas, jestesmy..gdzie my kurwa jestesmy??

- Ale tego Skytower'a to w chuj z daleka widac, nie?

- No co ty - nie wpuszcza mnie.. To ile ty masz lat?!!?


Cieply podmuch wiatru na moich ramionach,
szczek zebatki lancucha rowerowego.

Kwitnacy bez i kasztany.

Szybko-mknace autobusy. Czerwone. Zatloczone.
Radosnie po torach.

Siatka z rozbitym szklem. Alkoholowym. Niesaczonym.
Saczy sie.

Mieszanina perfum. Nie potu jeszcze.

Chwiejnosc stanow. Stan chwiejnosci.

Bede rzygac. Nie bede.

Dzisiejsze smieci juz porozrzucane.
Wczorajszymi imprezuja wciaz.

Oczekiwanie jeszcze. Zrezygnowanie juz.

Krotkie spodenki i biale rajtuzy z okami.

Mina triumfatora, przegranego przemykanie.

Wedzenie grilla gdzies z balkonu.
Kebaby, co zawsze w cenie.

Dostojnosc poniemieckich kamienic.

Przeskakiwanie z chodnika na chodnik.

Pan Czerwony z psem na przystanku.
Pies czuwa. Pan zasnal byl.

Angielskie yeah, niemieckie szajse.

Zapach starych kamienic. Strychu i babci.
Gadajace domofony.

Niedopici, napaleni, przepaleni, zuzyci.



Wroclaw zasypia ostatni.


samoha 2012-05-05 15:46:43 skomentuj (1)
Nie powinien

Lekarz nie powinien byc przestraszony.

samoha 2012-04-25 18:55:10 skomentuj (0)
Alle

No i po Swietach.
Ostatnie 2 dni na łonie Rodziny.
Prawie w komplecie.

Panorama genow,
jak sie patrzy.
Niezaskakujace podobienstwa
przeplatane znakami zapytania:
"Czy to naprawde mozliwe, ze ja i on..?".

Tradycyjne juz odkurzanie historii rodzinnych.
Moja refleksja na temat sluchania,
że albo jest ono mocno wybiorcze,
albo zadnym sluchaniem nie jest. 

Zmeczylam sie.
Ludzmi i uginajacym sie stolem.
I choc pozytywne to zmeczenie,
to brzuch boli.

A ze i wrazeń duzo,
to jutro bedzie malowanie roweru.
Musze czyms zająć mysli.
Inaczej bowiem one zajmuja sie mna.

samoha 2012-04-10 02:28:02 skomentuj (1)
.

Powiedz mi (moja) prawde.

samoha 2012-04-07 02:48:11 skomentuj (0)
Swiadomosc wyboru

Tak proste, a jednak gdzies umyka,
popychane niegrzecznie przez codziennosc.
Nie musze.
Nikt mi nie karze.
Nic sie nie zawali, jak tego nie zrobie.

Wybor jest.
Od samego rana.
Swiadome decyzje.
Ze wstane, ze pojde, ze porozmawiam,
ze poczekam, ze podam reke, ze jej..nie podam.

Swiadomosc wyboru.

A jesli go nie ma,
nawet przy najprostszych rzeczach,
czynnosciach i smakach,
to chyba rownie dobrze mozna obudzic sie za 40 lat.

Wstac, ubrac sie, odpowiedziec machinalnie,
wlaczyc radio, wylaczyc, nie sluchac,
sluchac nie slyszac,
mowic nie mowiac..

Niektorzy nie obudza sie po tych 40-stu.
Nawet.

samoha 2012-04-01 23:22:15 skomentuj (1)
Dziwnie tak spojrzec w oczy

Spieszylam sie, jak zwykle zreszta.
Korek moglby byc mniejszy, no i nie byl.
Jak zwykle.
Podsuwalam sie wiec powoli.
Poranny chlod i niedospanie.
Obiecywanie, ze od jutra sie wyspie.
Dzisiaj jeszcze nie, bo mi sie nie uda,
no ale od jutra to juz na pewno.

Sprawdzanie poczty, fejsbukowych rewelacji,
stacja z porannymi goscmi,
nadmiernie pobudzonymi i niezartobliwymi.
Porzadek by moze i zobic,
no ale pasy mnie ciagna.
Napic sie, z tylu jakas butelka z woda byla,
no ale nie dosiegam, znowu te pasy.
Autko za autkiem, powoli, spiesznie-nie.


No i jest, niespodziewana           dziura (?)
jak to sie stalo, zielone, jezu, jezu, szybko,
no szybciej, zaraz sie zmieni, szybko w zakret.

Wiec ja, taka oszalala tym nieoczekiwanym usmiechem losu,
wchodze w ten zakret, z niemoralno-korkowo-zawrotna wprost predkoscia,
by nagle.. nasze oczy sie spotkaly.
Na ile?
Cwierc sekundy, moze pol,
nie - cwierc raczej jednak.

Ona stala na przejsciu, nie probujac przejsc.
Spokojna, opakowana jak zawsze.
Nie mogla mnie poznac. Mogla?
Pewnie nie.
Nie sadze.

To przeciez ja przez nia spac nie moglam.
To ja obudzilam sie jeszcze z jakis rok temu,
na lekkim przydechu, nie otwierajac oczu.
Zeby tylko nie musiec jeszcze przez chwile wstac,
zeby nie musiec tam isc, zeby, zeby..
Otworzylam je w koncu,
z poczuciem ulgi stwierdzilam,
ze to byl sen.
Tylko.
Ze nie musze juz isc do szkoly.
Ze minelo juz z 13 lat..

I ona sobie tak stala?
Tak, jakby nigdy nic??

No, a jak miala inaczej stac.
Nic sie nie stalo. Przeciez.

samoha 2012-03-29 20:27:22 skomentuj (0)
.
Co z tym moim kurczowym lapaniem tego tu i teraz?

Z tym rokiem w miesiac
i miesiacem w tydzien?

Z tym szkoda czasu na sen,
klotnie i odobrazanie.

Z waznym i wazniejszym.


Msci sie na mnie troche,
predzej niz pozniej.
Szczerzy zeby w zlosliwym pol-usmiechu
(pol-usmiech ust to w koncu rowniez pol-ich-wydecie).

Dobrze wie, ze intensywnosc wyklucza sie ze staloscia.

samoha 2012-03-22 00:37:49 skomentuj (0)
Po drodze

Długo wyczekiwana popalila mi dzisiaj poliki.
Czerwone. Pieką teraz posłonecznym bólem.
Jej cieplo samowolnie rozchodzące sie po calym ciele.
Prawdziwe. Podjudzające.


A moze spacer?
Dziecięce "Dzien dobry".
Gęsi spóżnione. Niegęsiego.
Mieniaca się Odra.
Niespiesznie-leniwa.
Nieprzejrzysta. Jaz i silos.
3 krasnoludki. 1 wilk.
Niezlapany.


Dystans trzepakowy.
Bezdech tytoniowy.
Usmiech na kazda pore roku.

samoha 2012-03-17 00:56:45 skomentuj (1)





Archiwum
2012
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2011
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik


* * * * *
Ksiega gości

* * * * *






Creative Commons License
Wszystkie teksty dostępne na licencji Creative Commons :>